Rozszczepienie

Resztki snu chowała po kieszeniach, wsuwając najgłębiej te, które wolała przemilczeć. Miażdżyła w dłoni papierosy, próbując przekonać się do pożegnania z nałogiem. Piła mniej kawy, ale w jej torebce, częściej niż papierowy kubek ze Starbucks, znajdziesz piersiówkę. Na wszelki wypadek. Jadąc metrem, wsuwa ją w rękaw i znieczula się na krótką chwilę. Przestaje szumieć w uszach, choć może szumi nawet bardziej. Wyostrzają się zmysły, powiększają źrenice, a to przecież tylko odrobina rumu. Nic poważnego. Sprawa ma się inaczej, kiedy tym metrem do pracy jedzie i z niej wraca, cała trasa trwa łącznie czterdzieści minut, a pod koniec zmiany musi napełniać piersiówkę jeszcze raz. 200 ml płynnego szczęścia. Wygładza palcami materiał spódnicy, którą zapomniała wyprasować i ma wrażenie, że kilka zagnieceń świadczy o niej źle. Skrytką na alkohol w szufladzie już przejmuje się mniej. O wykonywaniu brudnej roboty, dla redakcji poczytnego pisemka o modzie, nie śniła po nocach. Nie dlatego też kończyła studia dziennikarskie. Marzyła jej się ciepła posadka, najlepiej w domu, przed laptopem, a nie wdzięczenie do starszego o dwadzieścia lat zboczeńca, który specjalnie redagował jej teksty po stokroć. Pewne rzeczy pozostają niezmienne, jak wsuwanie sobie dwóch palców do ust, jakby mogła z nich wystrzelić.

Poniedziałek. Godzina ósma rano, a ona już ma ochotę się zabić. Ma blond włosy i jeden pierścionek z niebieskim oczkiem. Widać zaręczynowy. Patrzy nań co chwilę, nie mogąc przyzwyczaić do jego ciężaru. Mając wrażenie, że dłoń waży tonę. Dwa kliknięcia, pusty dokument, kubek z kawą (pro forma) i garść długopisów z czerwonym wkładem. Przyłapuje się na tym, że specjalnie pisze z błędami, żeby dłużej posiedzieć w pracy. Od miesiąca ma powód, ale o tym za chwilę. Ósma pięć. Zsuwa szpilki, wyciąga wygodnie nogi, dziękując sobie i Bogu za montaż małego materiałowego hamaka pod biurkiem – namiastki zagranicznych wakacji. Siedzenie w jednej pozycji przestaje być wkurwiające. Dzwoni telefon. Po omacku łapie słuchawkę, udając, że wpatrywanie w jedno słowo na ekranie zabiera jej całą energię.

– Halo?  – zaspany głos nijak nie poprawia jej sytuacji. Leniwie przeczesuje włosy palcami, zahaczając pierścionkiem o kosmyk i wyrywając sobie go z głowy. Kurwa – myśli na głos i gryzie się w język.

– Nina? – pyta ktoś po drugiej stronie, a ona skupia się najbardziej, jak może, by ogarnąć, kto się do niej dobija. Śmieje się, słysząc własne imię. Nigdy nie mogła zrozumieć, co miała w głowie jej matka, kiedy puściła się z wysoko postawionym rosyjskim rekinem finansjery i ku jego czci zrezygnować z tradycyjnych polskich imion.
Pierwsze pytanie, jakie chciałaby zadać, to ,,skąd masz ten numer telefonu”, a drugie ,,kim jesteś i dlaczego dzwonisz tak wcześnie kradnąc mi mój nędzny poranek”. Zanim jednak zdąży wypowiedzieć któreś z nich, tajemniczy rozmówca postanawia bez pardonu wtrącić się znów.  – Znowu nie zasłoniłaś okien. Następnym razem pilnuj ręcznika, jak paradujesz w nim po pokoju.

– Słucham? Akurat dzisiaj byłam bardzo ostrożna. – palnęła, nadal nie domyślając się, z kim rozmawia. Jej zmysł detektywistyczny chyba śpi jeszcze smacznie.

– Nie przypuszczałem, że TAM jesteś jeszcze opalona.

– Rozmowy są rejestrowane, więc dzięki tobie, jestem teraz w czarnej dupie. Jakbym miała niewystarczająco pod górkę. Jesteś najlepszy, Piotruś? – czy zgadła czy nie, nie pozostało jej nic innego, jak się rozłączyć. Tak też zrobiła.

Dla kurażu sięgnęła po piersiówkę i z ustami wykrzywionymi w podkówkę, obróciła ją do góry dnem. Smutna, bursztynowa kropelka spadła na klawisz enter i stoczyła się niżej. Nina dmuchnęła w klawiaturę i pociągnęła nosem. Nawet wizja uniesień z jej żartobliwym narzeczonym nie poprawiła jej nastroju.  Następne godziny spędziła na kulawym dobieraniu słów, byleby wysłać tekst, wypuścić numer i zapomnieć na następne dwa tygodnie. Mechanicznie uśmiechała się do przechodzących korytarzem ludzi, przybierając pozę pani prezes, którą chciała być. Miała w głowie stworzony z urywków marzeń film, w którym ubrana pięknie, wyglądająca jak milion dolarów, pachnąca słodko, z rozwianym włosem, idzie tym samym korytarzem, naprzeciw którego siedzi teraz. Wzrokiem pełnym pogardy spogląda na spoconych stażystów i niby przypadkiem ociera się o ich metalowe biurka, chcąc doglądać ich wysiłków. Śmieje się im w twarz (śmiech ten trenuje codziennie przed snem) i wie, że każdy z nich chętnie wstałby i podążył za nią. Taaaak.. Pomarzyć można, prawda?
Zerknęła na zegarek, który radośnie oznajmiał, że do końca tragedii zostało pół godziny. I wtedy coś sobie przypomniała. Przecież on zawsze pisał przed szesnastą. On wtedy zaczynał pracę, ona miała wychodzić. Ale rozmowy tutaj wydawały się jej bardziej pociągające. Specjalnie dla niego nauczyła się blokować dostęp do swoich wiadomości. Hasło zimnasuka niestety nie zdało egzaminu, bo jak się okazało, połowa redakcji tak na nią mówiła. Teoretycznie po kryjomu. Zadudniła paznokciami o płytę stołu i zagryzła wargę, powoli podnosząc się z krzesła. Wyprostowała plecy, wyginając się w każdą stronę. Pokonała odległość dzielącą ją od okna, opierając się o nie ledwo wbitym w skórzany kostium biodrem. 
PsychoJ
poznała rok temu, dokładnie wtedy, kiedy się zaręczyła i od tego czasu nie wyobrażała sobie bez niego normalnej egzystencji. Wstawała przed szóstą, sprawdzała skrzynkę i powłócząc nogami czekała aż będzie online. Z reguły robił jej niespodzianki. Pisał długie maile, na tyle długie, żeby mogła spóźnić się przez nie na metro. Początkowo powiernik/przyjaciel, stał się teraz kandydatem na męża. Warto zaznaczyć, że nie widziała go ani razu. Zakochała się. No, może zauroczyła. Ale cholernie mocno! I trochę było jej wstyd. Nigdy nie siadała do laptopa w dresie. Zawsze w połowie perfekcyjna. Ubzdurała sobie, że on – jako spec naukowy – znajdzie sposób, by obejść jej zabezpieczenia i podejrzeć przez małą kamerkę. I chyba trochę chciała, by to zrobił. Miał PODOBNO ciemne włosy, PODOBNO zielone tęczówki i był wyższy o trzydzieści centymetrów. Stopę rozmiaru 45, co miało gwarantować powodzenie również w aspekcie zaspokajania seksualnego, czym Piotrek nie mógł do końca szarżować. Jej mały królewicz potrzebował specjalnej audiencji, a królowa Nina przestawała znajdować na nią czas. Ważniejszy był Psycho, PODOBNO Adam i kiedy teraz jej rozmyślania przerwał znajomy dźwięk otrzymanej wiadomości, rzuciła się doń jak oparzona. Przyspieszył jej oddech. Usiadła z powrotem i automatycznie rozsunęła uda. Podejrzana sprawa.

Musisz mi wybaczyc, ze tak pozno. Mialem straszny zapierdol

✓ wyświetlono o 15:43 (może powinna dłużej odczekać, chuj z tym)

Wybaczam, ja się nie potrafię długo gniewać. Ale stawiasz mi już drugie piwo za zwłoki. Czasowe ofc.

✓ wyświetlono o 15:44

To chyba musze sie wybrac do tej stolicy, ale jakby nie po drodze. Korpo ludki jeszcze cie nie zniszczyly? 

✓ wyświetlono o 15:48 (szef przechodzi i patrzy podejrzliwie)

Są na dobrej drodze. Piszę tekst o najgorzej ubranych w 2015. Jakieś pomysły? PS. Skończył mi się rum, kurwa. 

✓ wyświetlono o 16:00 (co on sobie myśli, piętnaście minut czytał cztery zdania? jezu/nina/wyluzuj)

dobrze wiesz, ze ja sie na tym nie znam. czisburgera? pewnie zglodnialas… i ta kolejka taka dluga

✓ wyświetlono o 16:02

Nie, podziękuję. Jadłam dzisiaj sałatkę, z której sos mam na bluzce, ale jestem zbyt leniwa, by przejść się do łazienki. Adam, czy Ty kogoś masz? Wiesz, w sumie weź jednego. (spryciula, takie przejście ładne)

✓ wyświetlono o 16:04

jedyne co mam to gastro, ale i tak bylabys zazdrosna o bulke z miesem. juz troche cie znam i na pocieszenie dodam: nawet ostro nawalona wygladasz ok

✓ wyświetlono o 16:07

A Ty skąd to wiesz? Pytam przekornie..

✓ wyświetlono o 16:09

bo widze cie czasem, ladna ta czarna spodnica 

✓ wyświetlono o 16:10 (dobra, robi się creepy)

Podeszła do drzwi z telefonem i wychyliła się zza framugi, chcąc mieć oko na gabinet obok. Przeszklone drzwi dawały na to szansę. I to, co zobaczyła, lekko ją zmroziło. Chudy dryblas od komputerów wrócił właśnie z Maka. I zawzięcie z kimś konwersował. Pryszczaty zbok. Niewiele myśląc wparowała do środka, kładąc się prawie na biurku i wgapiając w monitor. A na nim ciurkiem sznurek wiadomości od Niny S. Popatrzyła na niego i splunęła, odrzucając włosy na plecy. Zabrała papierowy worek z jedzeniem i wróciła do siebie. Wybrała znany na pamięć numer i włączyła głośnomówiący.

Piotr Ratyński, słucham?

– Ty, ja, wino, łóżko, dzisiaj, za dwie godziny. Weź wcześniej prysznic, nie lubię, jak wali od Ciebie spalonym tłuszczem. 

– Kocham Cię, Ninka.

– Wiem. Buzi.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s